Pyszne połączenie makaronu z łososiem w sosie z chudym serkiem. Idealna propozycja na pierwszofazowy obiad wg Metody Montignaca - do razowego makaronu możemy dodać zdrowe tłuszcze w postaci ryby oraz odrobinę oleju rzepakowego. Jako bazę ziołową polecam natkę z pietruszki, która świetnie podkreśla smak łososia, ale tutaj panuje totalna dowolność - w zależności od upodobań. Danie zjadłam z pomidorami - grzech jest ich nie jeść w sezonie :)
Składniki (dla dwóch osób)
150 - 200 g filetu z łososia
pojemniczek chudego sera - użyłam twarożku do smarowania pieczywa 0,2 proc. Linessa (Lidl)
2-3 łyżki chudego jogurtu
1 łyżeczka oleju rzepakowego
2 ząbki czosnku
pół pęczka natki z pietruszki
sól, pieprz
200 g razowego tagliatelle
Łososia ugotować na parze, wstawić makaron do gotowania - tak aby był gotowy zaraz po przygotowaniu sosu. W rondelku rozgrzać olej i podsmażyć na nim drobno posiekany czosnek. Dodać rozdrobnionego łososia - obranego ze skóry, bez ewentualnych ości. Chwilę potrzymać razem. Następnie włożyć serek, jogurt, przyprawy oraz natkę pietruszki i dokładnie wymieszać. Jeśli sos będzie za gęsty - dodać więcej jogurtu. Trzymać na ogniu ok. 2-3 minut, a następnie wyłożyć na talerz i czekający tam, ugotowany al dente makaron. Można też wrzucić tagliatelle do rondelka, aby sos oblepił idealnie każdą wstążkę, a następnie przełożyć na talerz. Do tego pomidory, inne dodatki lub nic - co kto lubi :)
czyli odchudzanie z Metodą Montignac! Pysznie, zdrowo, do syta i codziennie coś innego :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ryby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ryby. Pokaż wszystkie posty
sobota, 7 lipca 2012
sobota, 14 stycznia 2012
Soczewicowe naleśniki z wędzonym łososiem
To danie na stałe powinno zagościć w menu osób odchudzających się wg Metody Montignaca. Idealna kolacja - danie węglowe z "dobrym" tłuszczem, czyli łososiem. A jeśli do naleśników dodamy całe jajko - będzie to idealne danie tłuszczowe. Dobre na przystawkę oraz danie na wynos - wystarczy zawinąć naleśniki w folię aluminiową i w pracy mamy pyszny sycący obiad. Z jednej porcji wyszły 4 spore naleśniki.
Składniki
100 g czerwonej soczewicy
1 białko
pół szklanki mleka
szczypta soli
woda
Nadzienie
100 g wędzonego łososia
kilka listków sałaty lodowej
2 łyżki chudego serka kremowego
pół ząbka czosnku, sól, pieprz
Soczewicę mielimy w młynku do kawy, przesypujemy do miski. Dodajemy białko, mleko i szczyptę soli. Miksujemy na gładką masę i odstawiamy na ok. 30 minut, aby ciasto "napęczniało". Następnie dodajemy trochę wody, aby konsystencją przypominało ciasto na naleśniki. Smażymy naleśniki na teflonowej patelni, można posmarować odrobiną oleju rzepakowego (również "zdrowy" tłuszcz, niewielką ilość można użyć do dań węglowych).
Naleśniki smarujemy serkiem wymieszanym z ząbkiem czosnku, solą i pieprzem, na to liście sałaty i łosoś. Wszystko zawijamy i konsumujemy ;)
piątek, 6 stycznia 2012
Niby sushi
Glony nori kupiłam w sklepie kilka miesięcy temu w przypływie impulsu, jednak nie za bardzo wiedziałam, co z nimi zrobić. Klasyczne sushi opada, bo ryż do sushi ma zbyt wysoki indeks glikemiczny, a do sashimi glony nie są potrzebne. No i wymyśliłam...
Danie jest proste i szybkie w przyrządzeniu, smakuje bardzo dobrze i na gorąco i na zimno. No i wygląda dosyć efektownie, czego zdjęcia (niestety) do końca nie oddają.
Jeśli do farszu dodamy samo białko - można je zjadać w ramach posiłku beztłuszczowego. Z jajkiem - do tłuszczowych. Zostało mi jeszcze kilka kawałków glonów, więc następnym razem użyję mięsa z kurczaka - myślę, że również będzie się dobrze komponować.
Danie jest proste i szybkie w przyrządzeniu, smakuje bardzo dobrze i na gorąco i na zimno. No i wygląda dosyć efektownie, czego zdjęcia (niestety) do końca nie oddają.
Jeśli do farszu dodamy samo białko - można je zjadać w ramach posiłku beztłuszczowego. Z jajkiem - do tłuszczowych. Zostało mi jeszcze kilka kawałków glonów, więc następnym razem użyję mięsa z kurczaka - myślę, że również będzie się dobrze komponować.
Składniki (dla 2 osób)
spory filet z dorsza (u mnie 300 g)
2 płaty glonów nori - użyłam takich
1 jajko
2 łyżki otrąb owsianych
2 łyżki otrąb owsianych
gałązka świeżego rozmarynu i łyżka posiekanej natki pietruszki
sól, pieprz
Mięso umyłam, wysuszyłam i zmieliłam w maszynce do mięsa. Dodałam jajko i pozostałe składniki, dokładnie wymieszałam. Nadzienie rozsmarowałam na glonach i delikatnie zwinęłam w rulon. Ułożyłam w naczyniu do gotowania na parze i gotowałam ok. 10-15 min. na wolnym ogniu.Jeszcze ciepłe "roladki" pokroiłam ostrym nożem.
Z warzyw miałam w domu tylko mrożoną fasolkę szparagową, bałam się, że to będzie wielki zgrzyt, ale smakowało dobrze. Tym bardziej, że wszystko obficie skropiłam delikatnym sosem czosnkowym na bazie jogurtu naturalnego.
sobota, 24 grudnia 2011
Ryba po grecku

Biorąc pod uwagę kryzys gospodarczy, jaki dotknął Grecję, ta potrawa nie jest zbyt poprawna politycznie. Z drugiej strony ryba po grecku ma tyle wspólnego z Grecją, co kapusta pekińska z Chinami, więc spokojnie można ją zjeść z apetytem, tym bardziej, że moja wersja tej potrawy jest daleka od oryginału, ale zgodna z Metodą i wcale nie mniej smaczna :) Rybę po grecku w wersji MM można zrobić na dwa sposoby - jako posiłek beztłuszczowy (bez oleju + chuda ryba) lub na sposób tłuszczowy - cebulę szklimy na oleju, rybę też smażymy na niewielkiej ilości oleju. Moja wersja - tłuszczowa, acz chuda ryba.
Składniki
500 g filetów z dorsza
2 łyżki mąki z ciecierzycy (lub mielonych otrąb owsianych)
2 łyżki oleju do smażenia ryby + 1 łyżka oleju do smażenia cebuli (u mnie olej rzepakowy z pierwszego tłoczenia)
3 średnie cebule
200 ml dobrego przecieru pomidorowego (miałam własnej produkcji, z czosnkiem i ziołami)
przyprawy - sól, pieprz, płatki chili, ziele angielskie, liść laurowy
Pokroiłam filety na niewielkie kawałki, obtoczyłam w mące z ciecierzycy (kto nie lubi smaku tej mąki, może wykorzystać mielone otręby owsiane) i usmażyłam na 2 łyżkach oleju.
Cebulę pokroiłam drobno na plastry, zeszkliłam na oleju. Następnie dodałam do niej przecier pomidorowy, liść laurowy, ziele angielskie, sól, pieprz i płatki chili. Potrzymałam na słabym ogniu ok. 15 minut. Sos powinien być dosyć wyrazisty - ostry i odpowiednio słony. Następnie w garnku ułożyłam warstwami rybę i sos, a potem zagrzałam wszystko razem (ok. 10 minut). Garnek odstawiłam, część zjadłam na ciepło, a część wystudziłam i wstawiłam do lodówki.
Ryba w takiej wersji smakuje dobrze i na zimno i na ciepło.
środa, 21 grudnia 2011
Śledzie w oleju z ostrą nutą
To przepis, który stosuję od zawsze. Nie lubię śledzi w samym oleju, a z dodatkiem octu nie wpływają zbyt dobrze na moją wątrobę. Udało mi się znaleźć złoty środek :)Składniki
500 g śledzi matjasów słonych
2 cebule
4 ogórki kiszone
1 szklanka octu spirytusowego 10 proc.
ok. 2/3 szklanki dobrego oleju - ja użyłam rzepakowego z pierwszego tłoczenia

Śledzie wymoczyć, aby nie były zbyt słone, następnie pokroić w niewielkie kawałki. Cebulę i ogórki pokroić w cienkie plasterki. Ocet wlać do miseczki. Wziąć na widelec kawałek śledzia, zanurzyć w occie na 3-4 sekundy, wyjąć i włożyć do słoika. I tak każdy kawałek śledzia. Na warstwę śledzi położyć cebulę, a następnie ogórki. Zalać 2-3 łyżkami oleju. I tak do ostatniej warstwy. Lekko zakręcić słoik (lub zamknąć inne naczynie, w którym będziemy przechowywać śledzie). Najlepiej smakują na drugi lub trzeci dzień po przyrządzeniu.
sobota, 10 grudnia 2011
Łosoś prosty jak drut

Nie znam nikogo, kto nie lubiłby łososia. Ja kocham go pod każdą postacią – grillowanego, gotowanego na parze i pieczonego na wszystkie sposoby. Dzisiaj w pośpiechu wrzuciłam go na patelnię i usmażyłam na łyżce masła. Nie jest to najzdrowszy sposób na przyrządzenie ryby, ale na pewno najszybszy. Wcześniej go posoliłam i popieprzyłam. Tuż przed podaniem skropiłam obficie sokiem z cytryny. Zjadłam ze duszonym szpinakiem na maśle (tylko jedna łyżeczka), z dużą ilością czosnku. Do tego dodałam pół szklanki gotowanego ziarna quinoa. Palce lizać!
Oczywiście wszyscy wiemy, że należy kupować łososia żyjącego w warunkach naturalnych, a nie hodowlanego z Norwegii? W sieci jest mnóstwo informacji na temat tego, jak wybierać ryby. Ostatnio odkryłam stronę Stowarzyszenia Importerów Ryb, a na niej kilka ciekawych informacji – polecam.

Dodam jeszcze w ramach Post Scriptum, że ok. 80 proc. sobotniego czasu kuchennego poświęciłam sernikowi na deser. Skończyło się to niejadalnym dramatem, który i tak został skonsumowany... Następny na pewno będzie udany, o czym niezwłocznie poinformuję ;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




